12:01

Źródła milczały. Siedział naprężony jak świeżo nastrojona struna i entuzjastycznie wystukiwał klawiszami laptopa coraz to nowe melodie wpisując zwietrzałe frazy. W swoich poszukiwaniach wyjść postanowił od absolutnych podstaw, dlatego kolejno wpisywał w pasek przeglądarki tysiące możliwych konfiguracji ustalonych już wcześniej słów-kluczy: rozmowa kwalifikacyjna, jak dobrze wypaść, lizanie tyłka. Przeglądając je prędko doszedł do wniosku, iż wspomniane tematy opanował w stopniu mistrzowskim i sam mógłby pisać płomienne poradniki. Rozmyślając nad karierą lub jej brakiem, stwierdził swoisty paradoks, który dość skromnie pozwolił sobie nazwać „paradoksem ja”, a który dobitnie zaznaczał, że „żeby dostać pracę, trzeba mieć doświadczenie, które zdobyć należy w pracy, do której niezbędne jest doświadczenie możliwe do uzyskania w pracy”. Plusem twierdzenia było to, iż można było rozwijać ją niemal nieskończenie długo, bo aż do wypisania całego atramentu na wszystkich strona świata, minusem – jego autentyczność. Sam, nieco dołujący fakt nie wytrącił go jednak euforii spowodowanej niedawnym telefonem i gratulacyjnymi esemesami od K., wujka z Lutoryża i pełnymi uznania pomrukiwaniami nieuświadomionego Boba, grzejącego się w ten chłodny, majowy dzień tuż pod zakręconym kaloryferem, co zdawało się wcale go nie zniechęcać.

Śmiejąc się pod nosem ja postanowił wyszukać informacje o firmie, intuicyjnie wstukał więc w okienko ład-i-porządek-świata. Błyskawicznie wyskoczyły setki stron, od poradników autorstwa Perfekcyjnej Pani Domu, po New Age i nacjonalistyczne próby odbudowy, pełne krętych, acz pustych myśli i głów, zbiórki na dzieci w Afryce oraz prośby o ratunek pozostałych przy życiu pand wielkich, przy zdjęciu której ochoczo połyskiwał numer konta bankowego. Ostatnia treść poruszyła ja do spodu – tym bardziej, iż obok prężyła się ubrana w strój seksownej pandy blondyna, poruszająca zapewne – obok serca – i kieszenie odwiedzających. Widniejąca obok liczba miesięcznych wpłat starczyłaby na roczny zapas wody pitnej w Nigerii, Czadzie i Kongo, niewielką wyspę i luksusowy jacht.

– Polacy to jednak wspaniały naród – stwierdził pod nosem dumny i nieco wzruszony szlachetną inicjatywą nabijającą pandom kobzy. Zerkając na zegarek stwierdził, iż pora już odpocząć. Poszukiwania szły… ba! gnały, pędziły i zapierdalały pełną parą – zupełnie tak, jak sobie to wymarzył.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *