11:02

Stylowy symbol współczesnej Polski – czerwona biedronka z czarnymi kropkami – elegancko uśmiechał się z trzymanej przez ja reklamówki, kołysząc się w takt miarowych, spokojnych kroków. Ślizgające się po niej spojrzenia lepkie były od zdegustowania. Nie umknęły one czujności ja, przed którym chmara ludzi rozstępowała się niczym znana sadzawka przed Mojżeszem.

– Czy to faux pas? – pomyślał z zażenowaniem nie mniejszym, niż spojrzenia mijanego ochroniarza, który zapewne wszelkimi siłami powstrzymywał się żeby nie wyprosić obrazoburcy ze świątyni konsumpcji. Widać było, że dłonie świerzbią go tak bardzo, iż ledwo udawało mu się utrzymać je na biodrach. Mógł to jednak być i Parkinson – podnosząc nieco wzrok ja zauważył, że przedstawiciel wszechwiedzącego wymiaru sprawiedliwości do najmłodszych nie należał i czasy, w których uganiał się za  spódniczkami odpłynęły bezpowrotnie. Mimo to lubieżnie, jak u Miłosza, zerkał na przechodzące przedstawicieli piękniejszej części społeczeństwa, które uzbrojony w reklamówkę ja skutecznie odganiał.

Przechodząc bezczelnie tuż przed nosem trzęsącego się z oburzenia i problemów ochroniarza ten nie wytrzymał:

– Co pan tam ma?

– Ja? – zdziwił się ja – książki i jakieś pierdoły, nic wartego uwagi.

– Nie – skrzywił się – nie w środku, w ręce – wskazał na siatkę z oburzeniem, obrzydzeniem i ciemnoczerwoną paletą barw na twarzy.

-To? – uniósł rękę ja. Ochroniarz przełknął ślinę, niemi obserwatorzy czekali w skupieniu – siatkę? – rzekł, podnosząc ją wyżej. Widząc zatrważającą scenę w sercu galerii handlowej jakaś kobieta po czterdziestce zemdlała, wypuszczając z dłoni fikuśnie drogą torebkę, na którą jej mąż i jego kilkunastu pracowników pracowało miesiąc i trzy dni. Na szczęście, szybko udało się ją reanimować, gdyż ktoś z krzyną oleju w głowie na karku szepnął o zbliżającej się Wielkiej Promocji w Rossmannie, co błyskawicznie uregulowało puls, ciśnienie, i wydatki w domowym budżecie.

I tak – szukając zajęcia dla ludzi ze swoim wykształceniem doszedł do wniosku, że rację miał wieszcz XXI wieku, Ferdek Kiepski, który z pietyzmem i nostalgią powtarzał o braku możliwości rozwoju w kraju naszych ojców i dziadków zapijając – dla dodania sobie powagi – sentencję litrami piwska. Ten, kto szuka, zwykle coś znajduje, jednak najczęściej nie jest to rytualne wyprowadzenie z galerii w takt oklasków – tak było tym razem, ja jednak postanowił się nie poddawać.

– Czemu? – mruknął nieświadom przeogromu win, które porównywalne były z uklęknięciem w różowych kapciach w pierwszej, kościelnej ławce.

– Bo proszę pana, ludzie bogacą się, by nie widzieć biedy i, proszę mi wybaczyć, zostawić ten syf gdzieś z boku – stwierdził potrząsający rękami i ja ochroniarz, delikatnie popychający go w kierunku wyjścia.

Telefon spokojnie milczał w kieszeni spodni.

5 odpowiedzi do “11:02”

  1. Bardzo dobry tekst.
    Stylowy symbol, bogactwo przez duże B, a tak naprawdę spora hipokryzja „wystająca” z człowieka jak z butów słoma.

    1. Cieszę się, że podoba Ci się pod względem technicznym, niemniej masz zdecydowaną rację – konsumpcja przysłania nam wzrok tak bardzo, że chcemy mieć – nieważne co:p

  2. „ludzie bogacą się, by nie widzieć biedy”
    i kupują dużo, aby myśleć, że wiele posiadają. Mimo wszystko, wciąż gdzieś tam intuicja mówi, że jesteśmy wsią na terenie Europy.

    1. Syndrom „posiadania” jest niestety widoczny – im bardziej na Zachód, tym intensywniej. W każdym razie nasz przykład jest o tyle bardziej jaskrawy, iż jeszcze nie jest stare pokolenie, które posiadać mogło tylko to, co inni. Może tu zakorzeniony jest sam problem z tabunami zarozumiałych nowobogackich?

Odpowiedz na „Anonim, nie GallAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *