Jakoś tak chwilę po 19

– No, no, panie ładny – ciągnął Prezes, groźnie kiwając palcem i huśtając się na krześle. Miał elegancką, granatową marynarkę i obleśną koszulę w gwiazdki rozpiętą aż na trzy guziki pod szyją. Jak na Prezesa był dość młody i wyższy, niż ja się spodziewał, jakby rozmyślnie odcinając się niewidzialnymi nożyczkami od wzorców z samej góry. Gnany przeczuciem ja wziął ze sobą również saszetkę karmy dla kotów, która nonszalancko wystawała mu z prawej kieszeni spodni, a na którą Prezes zerkał z oczekiwaniem.

– No, no – stwierdził, patrząc przenikliwie w oczy – o pana tekstach, panie ja, powiedzieć można wiele dobrego. Najlepsze zaś w nich jest to, że w miarę szybko się kończą.

– Dziękuję – wydukał ja, którego kocur próżności zacharczał, zamiauczał i przewrócił się uroczo na lewy bok – wiele dla mnie znaczy uznanie pana Prezesa.

– Uznanie to nie wszystko – z emfazą rzucił Prezes – ale dużo, ma pan rację. Z tego co widzę ma pan również bardzo szerokie kompetencje i spektrum zainteresowań. Wybitnie pozytywne wrażenie zrobiło na mnie zwłaszcza dwudziestotrzyletnie doświadczenie w poruszaniu się na dolnych kończynach. Tak młody a jaki doświadczony, to wręcz niebywałe! – krzyknął z niemal ojcowską czułością tak, iż ja poczuł tkliwe spojrzenie kasujące go od torsu po czubek głowy. Był upojony nagłym sukcesem, ale postanowił, iż warto pójść za ciosem.

– Ma pan Prezes absolutną rację. Chodzić zacząłem bardzo szybko, nieco ponad miesiąc później zaczynałem mówić, a kilka tygodni później – czytać. Z bajkami, które notabene niemiłosiernie mnie nudziły, skończyłem w wieku trzech lat, kiedy to zatopiłem się w Ulissesie Joyce’a i sadze Prousta, a później już tylko i wyłącznie ambitna, polska proza.

– Niebywałe, niebywałe – mruczał zadowolony Prezes, wychylając się w stronę ja tak mocno, że ten mógł policzyć mu włosy w nosie – natomiast – dodał po chwili – jaką ambitną prozę polską ma pan na myśli, panie ja?

ja myślał gorączkowo. Nic nie przychodziło mu do głowy. Mickiewicz raczej już nie przejdzie, za dużo w nim nacjonalizmu i pogardy dla mniejszości, podobnie Słowacki. Norwid – okej, niby optował za abolicją, niby był w Stanach, niby pisał do i o Brownie, niby sporo pił, mógł więc stanowić pewien wzór.

– Czytam głównie NIEKONWENCJONALNĄ prozę, o której nie sposób mówić inaczej, niż milcząc.

Głębia odpowiedzi wywarła niemałe wrażenie na Prezesie.

– Potrzebuje pan tej karmy dla kota?

– Tej? – zapytał ja, wyciągając z kieszeni zapomnianą saszetkę z wątróbką i smakowitymi glutami o smaku wołowym.

– Zgadza się.

– Nie, w sumie przyniosłem ją dla kota Prezesa.

– Haha, świetny ruch! Czy pan próbuje mnie przekupić?

– W żadnym wypadku – stwierdził ja z miną świętoszka, machając Prezesowi przed nosem fioletowym whiskasem.

– Twardy z pana zawodnik. Kolejny etap rekrutacji poszedł panu wybitnie. Dalszy rozwój omówi pan z panią sekretarką, ale to później. I proszę dać mi tę saszetkę!

2 odpowiedzi do “Jakoś tak chwilę po 19”

    1. Zdecydowanie, wszelka zbieżność zachowań i porównań do osób publicznych jest nawet nie tyle zabiegiem, co druzgocącym zbiegiem okoliczności:p dzięki za miłe słowa, o to tu chodzi!:p

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *