Miało go nie być

Miało go nie być.

– Miało cię nie być – rzuciła podejrzliwie, zdzierając z ramion szkarłatny płaszcz i wieszając go na pobliskim wieszaku. Chwilę milczał, miała więc czas przyjrzeć się swoim ciemnym paznokciom, z których powoli spełzał lakier.

– Ale jestem. Przyjechałem najprędzej, jak to możliwe – rzekł głębokim głosem zarezerwowanym zwykle dla petentów. Wspaniale, pomyślała. Ubrany był jak zwykle. Ciemna marynarka zakrywała granatową koszulkę w serek, w kolorze o odcień jaśniejszym niż bawełniane spodnie. Nie ściągał butów, gdyż jego zdaniem (a także i jej) cofało to cywilizację o 20 lat wstecz. Jak można traktować poważnie człowieka w skarpetkach?

Zakładkę założył w mniej więcej połowie czytanej książki, którą – była pewna – zna na pamięć. Makbet w jego ręce zwiastował zwykle stany ducha dalekie od optymistycznych. Eufemizmem byłoby nazwać burzę gradową mżawką, lecz tym razem było inaczej. Uśmiechał się bez przymusu, jakby spodziewany widok rozlał w jego sercu gorącą, czarną kawę z odrobiną rumu.

– Jak ci poszło? – zapytała, starając się nie patrzeć w szare oczy.

– Świetnie. Gładko. A tobie? Jak w pracy? Natalia odpuściła?

Na sam dźwięk znienawidzonego imienia jeszcze bardziej znienawidzonej osoby, z nienawiścią w oku rzekła spokojnie, opanowując leciutkie drżenie dłoni:

– Dzień jak co dzień. Chcesz kawy?

– Poproszę.

– Cza…

– …rną – dodał z uśmiechem. To już drugi w ciągu kilku minut. Może i da się go oswoić?

Wyszła, zostawiając wpółotwarte drzwi i wyłożonym brunatnym dywanem korytarzem ruszyła do kuchni. Nastawiła wodę i przygotowała dwa kubki – jego, czarny, półlitrowy, z białymi napisami „Coffe”, które kładły się na glazurze i zawijasami rozjaśniały przestrzeń i jej, prosty, niebieski. Wsypała dwie miarki do szklanego zaparzacza i czekała, aż stalowa powłoka wygotuje przepyszną, chlorowaną wodę.

Zagwizdał telefon. Dobrze, że tego nie słyszał, gdyż dźwięk ten wywoływał nawet u niej migrenę, stany depresyjne i  zgrzyt zębów zahaczający o szczękościsk tak bardzo, że świeże plomby kruszyły się jak cukier puder. Nie zmieniła, bo nie umiała, a nie miała czasu iść do serwisu. Jemu się nie chciało. Zaklęła brzydko, gdyż nieszczelny czajnik puścił gorące kroplę wprost na jej spracowane dłonie, które na amplitudę zakrzyknęły z bólem. Ciemnoczerwona mozaika błyskawicznie zakwitła i puszczała kolejne pędy.

Dzielnie zalała wrzątek i natychmiast pobiegła do łazienki, błogosławiąc w duchu strumień lodowatej wody. Prawa dłoń parzyła nadal. Nacisnęła chromowaną powierzchnię baterii regulując jej spokojny spad. Tuż obok, na małej, białej półeczce znalazła szare mydło. Zacisnęła na nim chciwe palce, i kierując brunatnoszarą kostkę nad zlew, zaczęła dokładnie szorować ręce. Ból puścił. A on i tak się z tego śmieje, pomyślała, nie bez rozdrażnienia.

Wróciła do kuchni i wziąwszy w obie dłonie – w tym jedną kontuzjowaną – kubki, dokończyła dzieła. Gdy weszła do pokoju, zniknął.

– Pewnie poszedł do sklepu – mruknęła. W pustej, białej przestrzeni dwie smużki dymu rozwiały się, i złączyły w jedną pędząc wprost ku odkręconej wentylacji. Dwujęzyczna, oprawiona w kiepską imitację skóry książka leżała grzbietem ku górze, rozdzierając zbeszczeszczone strony na niemal idealną połowę. Wiszący na ścianie obraz pradziadków kąśliwie się jej przyglądał, lecz z niejasnych powodów, które w głębi duszy były niczym więcej, lecz dziwnymi, wyniesionymi z domu przesądami, postanowiła nigdy nie zdejmować go z epileptycznie jasnej ściany. Zdjęła za to brązowe buty na koturnie, które w tej krainie wiecznych, radzieckich dywanów, zostawiały miękkie ślady.

Nie wracał. Przypomniała sobie o telefonie i w skarpetkach przeszusowała znaną sobie drogę. Suka. Nerw w jej oku napęczniał i zaczął pulsować. Jednostajnie. Usypiająco. Czerwień. Spokojnie. Czego może chcieć?

„Przykro mi, kochanie. Dopiero się dowiedziałam…”

Jedna odpowiedź do “Miało go nie być”

  1. Bardzo podoba mi się gra słów w Twoim opowiadaniu 🙂 Widać, że potrafisz z tworzenia czynić niezłą zabawę, a dla czytelnika przyjemniej się czyta oryginalne zestawienie słów- brawo! 🙂 Ja sam piszę opowiadania, więc może dlatego zwracam na to baczną uwagę 🙂 Bez wątpienia masz potencjał 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *