Chwila po północy

ciekawa literatura

 

W sumie jak zacząć po tak długiej przerwie, która nawet nie była podyktowana niczym konkretnym? Wierzę, że grono wiernych fanów wybaczy niemal wszystko – nawet, jeśli jedynym powodem jest dopadający w maju weltschmerz, który atakuje wszelkie koncepty zanim się jeszcze narodzą.

Chociaż może i nie wszystkie?

Powróćmy zatem do ja i do jego niespodziewanego, półrocznego zniknięcia, które samo w sobie zainspirowało znanego, amerykańskiego reżysera do nakręcenia po blisko ćwierćwieczu 3 sezonu kultowego serialu. Ja zatem błąkał się gdzieś między myślą, mową, uczynkiem a zaniedbaniem, przechadzając się po wysadzanej bladymi kafelkami czarnej chacie, naprzemiennie zgłębiając tajemnice egzystencji i pochrapując. Zostawiony sam sobie stracił apetyt i rysy twarzy – jego prześwitująca postać snuła się po umyśle usilnie ukrywającego się w opowieści autora, który marzył tylko o tym, by pozostać incognito, co zresztą świetnie mu wychodziło. Ja ostatkiem sił nerwowo przechodził się w jedną i drugą stronę, ścierając sobie eleganckie, skórzane sztyblety, które od dobrych czterech miesięcy uwierały go w nogę. Monotonny dźwięk armijnych, wyćwiczonych kroków rozbrzmiewał w niesprecyzowanym pomieszczeniu, które paranoik nazwałby przytulnym, sadysta uroczym, dla ja zaś bywało jedynie przygnębiające, co zrozumie każdy, dla kogo jedyną rozrywką bywa okazjonalne wypowiedzenie na głos swoich myśli. Głos ja brzmiał czasem, gdy ten już decydował się na rozwarcie ust, zupełnie tak, jak źle naoliwione zawiasy – skrzypiał niemiłosiernie i wykoślawiał wszelkie, błąkające się po pokoju słowa.

Dziś brzmiały jednak inaczej. Dziś nie brzmiały jak słowa. To był huk, błysk, nagły, niespodziewany atak dźwięków, po pierwszych taktach których poddałaby się cała Szampania i pół Lotaryngii. Nie ja jednak, gdyż dzielny był, a i nie miał dokąd uciec, wobec czego jedyną możliwością było nieme, bierne oczekiwanie na to, co nastąpi.

I nagle ściana przybytku tego się rozwarła, i stanęła otworem, zaś ja zobaczył to, czego nie spodziewał się już nigdy ujrzeć – swoje zamazane odbicie. Podkrążone oczy, zdecydowanie zbyt długi zarost i tkwiące w nieładzie tłuste włosy dobitnie podkreślały to, że zaspał. Zaspał wyraźnie. Czy jednak zaspał?

Rozświetlające niebo nad przybytkiem szczęścia i oazą spokoju – Rzeszowem – fajerwerki skutecznie odegnały sen. Każdy z obawą witał Nowy Rok, jeszcze nie wiedząc, czy będzie taki sam, jak poprzedni, czy jeszcze gorszy. Ja również się zastanawiał, zaś jako znany w Haczowie i okolicach optymista z nadzieją zerkał w okno.

Sen pierzchł na dobre.

Czy to był jednak sen?